9.01.2015

Dla Mari



   Był słoneczny dzień. Jak zawsze wstałam chętnie z łóżka. Pierwsze, co zrobiłam, nie, nie poranna toaleta, zbiegłam na dół do kuchni sprawdzić pocztę.
   Czekałam na bardzo ważny list. Miały to być wyniki ze szkoły, to znaczy, czy się dostałam, czy nie. Bardzo mi zależało na tej uczelni. W końcu nie chciałam, aby moje wysiłki w liceum poszły na marne. Uczelnia ta znajdowała się z dala od domu, co bardzo mi się podobało. Nie chciałam bowiem, aby mama przyjeżdżała do akademika i robiła mi wstyd, jak to miała w zwyczaju. Ona zawsze musiała powiedzieć coś nie na miejscu. W końcu to była moja mama.
   Wbiegłam do kuchni, gdzie moja rodzicielka już szykowała śniadanie. Rozglądnęłam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu listów. Nic jednak nie zauważyłam. Zawiodłam się. Przygnębiona usiadłam przy blacie czekając na śniadanie.
   -Już ci podaję, obżartuchu.
   Mama podstawiła pod mój nos talerz z kanapkami. Zabrałam się za zajadanie. Gdy już zjadłam postanowiłam pomóc mamie i pozmywać po sobie. Spojrzałam na talerz. Na początku myślałam, że mam coś ze wzrokiem. Leżało na nim coś białego. Wzięłam to do ręki i obróciłam, aby zobaczyć adresata. Był to list skierowany do mnie. Szybko go otworzyłam. Przejechałam oczami po tekście, po czym głośno krzyknęłam:
   -Dostałam się!
  Podbiegłam do mojej mamy i ją mocno uścisnęłam. Byłam taka szczęśliwa. Moje marzenia się spełniały. Po tym jak emocje już w miarę opadły, postanowiłam się dowiedzieć, dlaczego rodzicielka przekazała ten list w taki sposób.
   -Mamo?- Kobieta spojrzała na mnie znacząco.- Dlaczego umieściłaś list pod kanapkami?
   Słysząc to pytanie rodzicielka zaśmiała się.
   -To proste kochanie. Chciałam być pewna, że wszystko zjesz.
   Słysząc to, również wybuchłam śmiechem. Jak ona dobrze mnie znała. Za to ją właśnie kochałam. Ruszyłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i nie mogłam przestać się uśmiechać. Moje marzenia się spełniały, w końcu byłam w pełni szczęśliwa. W końcu zwiedzę inną część świata. W końcu…


~*~
  
   -…jadę do Australii.- Powiedziałam stojąc przed budynkiem lotniska. Byłam podekscytowana. Łzy szczęścia spływały mi po policzkach. Nie będę tęsknić tu za niczym, no może za mamą. Prawie nic mnie tu już nie trzymało. Byłam gotowa by wsiąść do samolotu. Przepełniała mnie euforia, uczucie spełnienia.
   Odwróciłam się do mojej mamy i ją mocno uściskałam. Rozumiałam, że nie mogła wraz ze mną zaczekać, ponieważ musiała pilnie jechać do pracy. Byłam jej wdzięczna, że chociaż mnie tu przywiozła. Pocałowałam ją w policzek na pożegnanie i ruszyłam w stronę wejścia.


~*~

   Po dość długim i ciężkim dla mnie locie, w końcu mogłam odetchnąć świeżym powietrzem. Ciągnąc za sobą walizkę podeszłam do najbliższej taksówki. Zapukałam w okno, na co kierowca opuścił szybę.
   -Przepraszam, czy można?
   Mężczyzna skinął głową. Wsiadłam do pojazdu i podałam mu adres akademika, w którym miałam mieszkać. Chwilę po tym ruszyliśmy w drogę. Jazda nie zajęła nam dużo czasu, jak się tego spodziewałam. Zatrzymaliśmy się niedaleko wielkiego wejścia do akademika. Zapłaciłam taksówkarzowi i zabierając ze sobą bagaż ruszyłam w stronę drzwi. Widok był oszałamiający. Zniecierpliwiona weszłam do środka. Z prawej kieszeni spodni wyciągnęłam kartkę z numerem pokoju. Od dziś miałam mieszkać w pokoju numer 187. Ruszyłam w poszukiwaniu pomieszczenia. Jak się spodziewałam musiałam wejść po schodach, czego nie ułatwiała mi moja wielka i ciężka walizka. Wspinałam się na drugie piętro sapiąc ze zmęczenia. W końcu odnalazłam to, czego szukałam.
   Ostrożnie otworzyłam drzwi kilka razy upewniając się, że na pewno wybrałam odpowiednie pomieszczenie. Zajrzałam do pokoju. Na parapecie siedziała drobna, blondyneczka malując paznokcie i rozmawiając przez telefon. Weszłam do pomieszczenia najciszej jak potrafiłam, aby nie przeszkadzać dziewczynie. Zauważyłam, iż dziewczyna zajęła już łóżko po prawej stronie, więc pewnym krokiem ruszyłam do drugiego. Spostrzegłam szafkę, która prawdopodobnie miała być miejscem, gdzie znajdować się będą moje rzeczy. Byłam tak wykończona, iż postanowiłam odłożyć to na później.


~*~

   -To jak? Idziesz na tą imprezę?- Dopytywała się moja współlokatorka.
   -Och, a dasz mi w końcu spokój?
   -Tylko, jeśli się zgodzisz.-Powiedziała krzyżując ręce pod piersiami.
   -No dobra.-Zgodziłam się, na co Jade zaczęła skakać z radości.
   -W końcu się rozerwiesz. A nie tylko siedzisz z nosem w książkach. Jak tak można?- Oburzyła się dziewczyna.- Poznasz jakiegoś przystojniaka. A tak nawiązując już do tych przystojniaków. Pamiętasz tego blondyna z zajęć z panną Sophią?- Skinęłam.- Słyszałam, że mu wpadłaś w oko. Dlatego też na dzisiejszą imprezę pozwól, że ja cię wystylizuję.- Otwierałam usta, aby zaprotestować. Jednak Jade mnie uprzedziła.- Nie ma, że nie. Widziałaś się kiedyś w lustrze? Ciesz się, że nie miałaś tej nieprzyjemności widzieć swojego stroju. Skąd ty się dziewczyno urwałaś?
   -Z Polski.
   -Widocznie tamtejsza moda jest specyficzna. Mniejsza z tym. Otwieraj szafę.-Mówiąc to podeszła do mebla i otworzyła. Sapnęła z niezadowolenia. Ja tylko leżałam na łóżku i przyglądałam się całej tej scenie. Dziewczyna zaczęła wyrzucać wszystkie moje ciuchy i powtarzać w kółko tylko jedno słowo: „nie”. Po tym jak wszystkie moje ciuchy leżały już, albo na ziemi, albo na mnie, blondynka odwróciła się do mnie i ponownie rozpoczęła swój monolog.- No dobra, nic ciekawego nie znalazłam. Więc zrobię wyjątek i użyczę ci coś z mojej kolekcji.-Mówiąc to podeszła do swojej szafy, również ją otwierając.-Zauważyłam, że nosimy te same rozmiary, więc coś ode mnie powinno ci pasować. Muszę znaleźć tylko coś, w czym będziesz dobrze wyglądać. Hmmm… sądzę, że to będzie ci pasować.-Wyciągnęła z szafy piękną czarną sukienkę. Wysunęła ją w moją stronę.- Trzymaj i idź się przebierz. No dalej. Nie mamy czasu. Jeszcze został nam makijaż i włosy.
   Ruszyłam do łazienki. Powoli zaczęłam zdejmować z siebie moje dotychczasowe ubranie. Następnie zaczęłam ostrożnie nakładać na siebie czarną i, jak się później okazało, dość krótką sukienkę. Przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam nawet dobrze w niej. Trochę jednak się krępowałam. Nigdy wcześniej nie miałam na sobie tak krótkiej sukienki, nawet spodenki z reguły nosiłam dłuższe. Ostatni raz spojrzałam w lustro i w końcu wyszłam z pomieszczenia. Jade na mój widok otworzyła szerzej usta.
   -Zobacz kochanie, jak ślicznie w tym wyglądasz. Dobra teraz makijaż. Usiądź na krzesło pod oknem.- Tak też zrobiłam.- No dobra, pokaż mi tą buźkę.
   Godzinę później byłam już gotowa. Podeszłam do lustra i przejrzałam się. Miałam lekki makijaż, a włosy opadały mi falami na ramiona. Wyglądałam olśniewająco. Nie miałam pojęcia, jakim cudem ta dziewczyna zdołała ze mnie zrobić coś takiego. To było niesamowite.


~*~

   Muzyka była tak głośna, że nie słyszałam nic poza nią. Około godziny wcześniej zgubiłam Jade. Teraz siedziałam sama wśród mnóstwa studentów. Postanowiłam wyjść. Kierowałam się w do drzwi. Wyszłam. Teraz moim celem był plac przed akademikiem. Chciałam zaczerpnąć świeżego powietrza. Po wypiciu takiej ilości alkoholu pewnie było mi to potrzebne. Otworzyłam wielkie drzwi i udałam się w stronę do pierwszej wolnej ławki, którą napotkał mój wzrok.
   Usiadłam i pozwoliłam, aby wiatr otulił swoim chłodem całe moje ciało. Na mojej skórze pojawił się dreszcz. Zadrżałam. Mimowolnie zaśmiałam się. Nigdy jeszcze nie czułam się w ten sposób. Może, dlatego, że jeszcze nigdy nie wypiłam tyle alkoholu? Ten szum w głowie, wirujący świat. Jak dla mnie, to, to były doznania zupełnie nie z tej ziemi. Spróbowałam wstać. Niestety bez jakichkolwiek efektów. Moje nogi były jak z waty. Zrezygnowałam. Postanowiłam posiedzieć tu jeszcze trochę czasu.
   -Cześć.- Usłyszałam głos dobiegający z mojej prawej strony. Odruchowo zwróciłam w tamtym kierunku głowę.
   Przede mną stanął wysoki blondyn. Znałam go z zajęć z panną Sophią. Co on tu robił? Czyżbym nie tylko ja postanowiła zrobić sobie chwilę przerwy od tego hałasu na górze? Być może.
   -Cześć.- Odpowiedziałam z grzeczności. Chłopak uśmiechnął się do mnie zalotnie.- Usiądziesz czy wolisz stać?
   Blondyn zaśmiał się i usiadł obok mnie tak, że nasze ramiona się stykały. Siedzieliśmy przez moment w milczeniu.
   -Tak w ogóle to jestem Luke, a ty?
   -Mari. Miło mi cię poznać.
   -Mi również.
  

~*~

   -Kochanie, co ty robisz w tej łazience?- Usłyszałam, głos Luke’a dobiegający zza drzwi. Jak zawsze musiał mnie pośpieszać. Od pół roku byliśmy parą, a on już mnie denerwował. Jednak miał w sobie to coś, co nie pozwalało mi się na niego długo gniewać.
   -Już idę. Daj mi jeszcze chwilę.
   -Zaraz spóźnimy się na spotkanie z moimi rodzicami. Wiesz, że nienawidzą osób, które się spóźniają. A ty prosisz jeszcze o chwilę? Dziewczyno otwieraj te drzwi, idę do ciebie.
   Otworzyłam drzwi i wyszłam do blondyna. Ten chwycił mnie pod rękę, zarzucił na mnie płaszcz i całą drogę do samochodu ciągnął za ramię. Usadził mnie na miejscu pasażera, poczym mocno pocałował w czoło. Szybko obiegł samochód i usiadł za kierownicą. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest bardzo zdenerwowany. Wiedziałam, jak ważne jest to spotkanie dla niego. Wsadził kluczyki do stacyjki i odpalił samochód. Po jakiś dziesięciu minutach jechaliśmy z zawrotną prędkością. Bałam się, tym bardziej, że było ślisko. Luke nie zwracał uwagi na ograniczenia, nie obchodziły go czerwone światła. Obrał sobie cel i do niego zamierzał dojechać.
   -Luke, czy nie powinieneś zwolnić?- Zapytałam zaniepokojona. Chłopak tylko mruknął coś pod nosem.
   Nagle wjechaliśmy na jakiś kamień, co sprawiło, że ręce Luke’a gwałtownie skręciły kierownicą. Samochód wpadł w poślizg. Blondyn robił, co w jego mocy, aby zapanować nad samochodem. Niestety nie był w stanie sobie z tym poradzić. Spojrzał na mnie. W jego oczach były łzy.
  -Przepraszam.- Powiedział poczym ścisnął moją rękę i dodał: - Kocham Cię.
  -Też cię kocham i musisz wiedzieć, że jestem w ciąży.- Powiedziałam poczym wpiłam się w jego miękkie wargi. Odwzajemnił pocałunek. W tym momencie z ogromną prędkością wjechaliśmy do rowu. To był nasz koniec.

Rozdział 7



   Patrzyliśmy na intruza, który wydawał się wściekły. Modliłem się w duchu, aby nie stało się nic złego. W oczach Danielle było widać furię, przygryzała nerwowo wargę, a dłonie miała zaciśnięte w pięści. Nigdy wcześniej nie widziałem jej w takim stanie. Spojrzałem na Jasmin, była przerażona. Dziewczyna chwyciła mnie za rękę, spojrzała mi głęboko w oczy i wyszeptała:
   -Przepraszam.
   Po tym znaleźliśmy się w jakimś pustym, białym pomieszczeniu. Niczego, ani nikogo oprócz nas tam nie było. Rozglądałem się wokoło, aby znaleźć jakieś drzwi, które pozwolą nam się wydostać z tego pomieszczenia. Nic nie znalazłem. Odwróciłem się do rudowłosej. Leżała skulona na ziemi i płakała. Podbiegłem do niej i ukucnąłem obok. Nie wiedziałem, jak powinienem się zachować. Położyłem, więc rękę na jej plecach. Podniosła się i oparła głowę na moim ramieniu. Niepewnie przytuliłem dziewczynę.
   -Co się dzieje?- Zapytałem ostrożnie.
   -Calum, ja cię przepraszam. Ja nie chciałam. Bałam się, więc postanowiłam przenieś nas tu. Najgorsze jest to, że nie wiem gdzie tak naprawdę jesteśmy i jak się wydostać z tego miejsca.
   -Jak to zrobiłaś, że tu jesteśmy? Przecież nie wiesz, co to za miejsce.-Powiedziałem kładąc duży nacisk na słowo „to”.
   -Bałam się. Po prostu pomyślałam o jakimś dalekim miejscu. Calum ja się bałam, widziałeś, jaka była wściekła? Chciałam nas ratować.
   Westchnąłem. Wiedziałem, iż choroba brunetki jest poważna, ale nie sądziłem, że jest w stanie posunąć się do czegoś takiego. Poczułem ukłucie w piersi. Co stało się z tą dziewczyną, którą była na początku? Gdzie się podziała ta czułość, którą mnie obdarzała w chwilach, kiedy tego potrzebowałem? Teraz dopiero zrozumiałem, że nie była tym, za kogo ją uważałem. Nie była słodką Danielle, wręcz przeciwnie. Jednak miała usprawiedliwienie na swoje czyny, była przecież chora.
   Usiadłem obok Jasmin. Byłem już tym wszystkim wykończony. Teraz w dodatku tkwiłem niewiadomo gdzie. To wszystko mnie przytłaczało. I pomyśleć, że to wszystko rozpoczęło się od wypadku, od pośpiechu, od mojej głupoty. Po tym, jak obejrzałem wiadomości w telewizji, nie mogłem przestać o tym myśleć. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Moja rodzina… tak bardzo za nimi tęskniłem. Tego, co czułem w tam tym momencie nie potrafię opisać. Byłem tak cholernie przygnębiony, smutny i wykończony tym wszystkim, co od pewnego czasu mnie otaczało, że miałem ochotę zamknąć oczy i spać. Tak, spać. Chciałem położyć się do miękkiego, wygodnego łóżka i spać, tak po prostu. Jednak nie mogłem. Musiałem stawić temu czoła i iść dalej w nadziei, że będzie dobrze. Wierzyłem, że ten koszmar się zakończy i znów będę mógł wrócić do codzienności. Tęskniłem za wygłupami z kumplami, a najbardziej to za szczerymi rozmowami z Luke’iem. Tęskniłem za moją siostrą, z którą byłem aktualnie pokłócony. Chciałem ją przeprosić, powiedzieć, że ją kocham i mocno przytulić.
   Poczułem napływające do moich oczu łzy. Szybko otarłem je rękawem w nadziei, że Jasmin niczego nie zauważyła. Myliłem się jednak.
   -Calum, co się stało?
   Chciałem odwlec w czasie odpowiedź albo w ogóle jej nie udzielać. Wiedziałem, że jest to nie możliwe. Dziewczyna prawdopodobnie nie dałaby mi spokoju. Musiałem schować swoją męską dumę do kieszeni i przyznać otwarcie, że nie jestem wcale twardzielem. Nie było to takie proste, ale jednak udało mi się to zrobić.
   -Tęsknie. Po prostu brakuje mi tego wszystkiego, co miałem przed wypadkiem. A ty nie tęsknisz?
   Spojrzałem na dziewczynę, ona jednak odwróciła głowę w drugą stronę. Wydało mi się to trochę dziwne. Przypomniała mi się nasza niedokończona rozmowa na kanapie, gdy ujrzałem rany na jej nadgarstkach. Czy chodziło o to? Mogłem tylko spekulować na ten temat albo zapytać. Pamiętałem również jak ciężki to był dla niej temat. Unikała go, więc dlaczego miałaby chcieć teraz ze mną porozmawiać o jej powodzie samo-okaleczania? Może sedno tej sprawy tkwiło gdzieś głębiej. Nie chciałem jej ranić, zależało mi tylko na pomocy; chciałem jej pomóc. Nie umiałem patrzyć jak cierpi. Może byłem zbyt empatyczny, nie mam pojęcia. Po prostu czułem się z tym źle wiedząc, że ona cierpi, a ja nic nie robie, aby jej pomóc.
   -Nie. Ja nie tęsknie.
   -Dlaczego?- Postanowiłem ostrożnie i w jak najdelikatniejszy sposób dowiedzieć się, co było powodem jej śmierci.
   -Piękny kolor wybrali do tego pomieszczenia, prawda?
   -Nie zmieniaj tematu, Jasmin. Powiedz mi proszę, o co chodzi? Czy ktoś cię krzywdził?
   Dziewczyna wstała i ruszyła przed siebie. Zrobiłem to, co ona. Szliśmy przez dłuższy czas w milczeniu. Nie było to milczenie z rodzaju tych uciążliwych. Sądzę, że ta cisza dawała ulgę nam obojgu. To było coś, czego potrzebowaliśmy.
   Zadziwiał mnie bezkres tego miejsca. Szliśmy już naprawdę długo i każdy nawet największy dom już by się skończył. My jednak byliśmy wciąż w tym samym miejscu. Wydawało mi się to dziwne. Miejsce, w którym się znajdowaliśmy nie było czymś zwykłym, stworzonym przez człowieka, jednak dużo się nie różniło od pokoi w psychiatryku. Jedyne, co było nienaturalne w tym miejscu, to jego brak ograniczeń ścianami i innymi „odgrodzeniami”. Zaczynało mnie to coraz bardziej niepokoić.
   -Jasmin czy to nie dziwne, że wciąż idziemy, a to miejsce nie ma końca?
   Dziewczyna nic nie odpowiedziała, nie obejrzała się, wciąż szła przed siebie jakbym nic nie mówił. Zastanawiałem się czy ona mnie ignorowała czy tez może nie usłyszała. Postanowiłem spróbować jeszcze raz, tym razem głośniej.
   -Jasmin!
   Bez jakichkolwiek rezultatów. Szła dalej. Nie zwracała na mnie uwagi. Zaczynało mnie to denerwować. Dlaczego ona to robiła? Czy powiedziałem coś nie tak? Przyspieszyłem kroku, aby ją dogonić. Ona jednak z każdym moim krokiem oddalała się coraz bardziej. Powoli truchtałem. Z czasem zacząłem przyspieszać, z mojej perspektywy dziewczyna robiła to samo. Jasmin stała się już tylko odległą plamką pośrodku bieli. Miałem nadzieję, że to tylko głupi żart. Czułem się jak w środku jakiegoś koszmaru. Zatrzymałem się. Miałem już dość pościgu, o ile w ogóle tak to można było nazwać. Stałem samotnie gdzieś w jakiejś nieznanej przestrzeni, nie odrywając wzroku od miejsca, w którym ostatnio widziałem Jasmin.
   Zrezygnowany opadłem na kolana. Zostawiła mnie samego w miejscu, którego nie znałem, w miejscu, do którego sama mnie przeniosła. Jak ona mogła? Ja bym jej nie zostawił samej, nigdy. Zawiodłem się na niej. Po zajściu na balkonie sądziłem, że coś może między nami być. Była naprawdę atrakcyjna. Mogę nawet stwierdzić, że mi się podobała. Byłem po prostu głupcem. Jak mogłem dać się tak zwieść? Dałem oczarować się jej urokowi i jak na tym wyszedłem? Byłem zmęczony tym wszystkim. Z jednej strony Danielle- dziewczyna chora psychicznie, podająca się za swoją siostrę, wybuchowa i agresywna, z drugiej strony jednak Jasmin- dziewczyna opanowana, trochę głupiutka, ale to było w pewien sposób słodkie, prawdopodobnie dziewczyna po przejściach, która właśnie przed chwilą zostawiła mnie samego w jakimś niedorzecznym miejscu. Po mojej głowie chodziło pytanie: której zaufać? Danielle może i była porywcza, ale zawsze była ze mną. Jasmin z kolei nie znałem, jednak w pewien sposób mnie pociągała.
   Miałem mętlik w głowie. Czyżby to miejsce tak na mnie działało? Nigdy wcześniej nie miałem, aż takich skłonności do rozmyśleń. Cóż mi jednak zostało, skoro byłem tam sam? Byłem jednak wdzięczny, że nie gadałem sam do siebie. To by było już jak gwóźdź do trumny. Bałem się o swoje zdrowie psychiczne.

~*~

   -To mówisz, Calum, że cię wystawiła?- Udawałem inny głos ruszając w powietrzu ręką.
   -Tak stary, właśnie to zrobiła. Od jakiś kilku godzin siedzę tu sam i modlę się, aby się stąd wydostać zdrowym na psychice.- Powiedziałem do wyimaginowanego kolegi, czyli ręki.
   -To i tak dobrze, że nie gadasz sam do siebie.
   -A, od czego mam ciebie? W końcu jesteś moim kumplem.- Odrzekłem.
   Opuściłem rękę, która zdążyła zdrętwieć. Byłem załamany. Nie wiedziałem już, co robić.
   Wstałem i ruszyłem przed siebie. Nie zastanawiałem się nawet, dokąd zmierzam. Miałem dość tkwienia w tym miejscu. Sądziłem, że to mi w jakimś stopniu pomoże oprzytomnieć. Chciałem, aby to był tylko głupi sen, który zaraz się skończy. Przyspieszyłem. Zaczynałem powoli biec. Teraz już biegłem ile sił w nogach. Po dłuższym czasie zaczęło mnie dopadać zmęczenie, nie dawałem jednak za wygraną i biegłem dalej. Zamknąłem oczy i starałem się dać z siebie wszystko, przyspieszyłem na tyle na ile pozwalały mi mięsie. Na początku dziwiło mnie to, że odczuwam cokolwiek, jakikolwiek ból, zmęczenie. Jednak po dłuższym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że tu prawdopodobnie wszystko jest możliwe. Skoro Jasmin tak szybko zniknęła z mojego pola widzenia, ja mogłem zrobić to samo. Wciąż nie otwierając oczu biegłem przed siebie. Po pokonaniu pewnego dystansu o coś uderzyłem. Wylądowałem na ziemi, uderzając w nią mocno głową. Zemdlałem.






----------------------------------------------------------------- 
Witam!
Dzisiaj jak obiecałam przynoszę wam nowy rozdział. Mam nadzieję, że jest lepszy niż poprzednie, bo tak sobie przeglądałam wszystkie dotychczasowe rozdziały i po prostu trzymałam się za głowę. Sama już nie wierzę w swoją głupotę i brak umiejętności. Zaczynam mieć coraz większe wątpliwości, co do prowadzenia tego fanfic. Raz jest dobrze raz jest kompletnie do niczego. Jednak jeszcze nikt nie narzekał, więc odbieram to, jako swego rodzaju zachętę. Tak samo jak fakt, że już ponad 1k razy odwiedziliście mojego bloga. Jestem wam za to wdzięczna. Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile to dla mnie znaczy.
Co do kolejnego rozdziału: nie wiem, kiedy dokładnie go dodam, mam nadzieję, że długo nie będziecie musieli na niego czekać. W zamian za nieznany termin mogę powiedzieć wam tylko tyle, że Calum spotka tam pewną dziewczynę (tak znowu dziewczyna), o której mowa była już wcześniej. Więcej jednak nie powiem, chociaż i tak już pewnie domyśliliście się, o kogo chodzi, prawda?

30.12.2014

Rozdział 6



   Wraz z Jasmin siedzieliśmy na balkonie, pogrążeni w swoich myślach. Nie wiedziałem, co mam o tym sądzić. Przeraziło mnie to, co tam przeczytałem. Chociaż do końca nie rozumiałem, na czym ta choroba polega, bałem się. Nie wiem czego, ale się bałem. Ta informacja zmieniła trochę moją postawę wobec Danielle. Teraz, gdy wiedziałem o jej chorobie, nie potrafiłem normalnie się do niej zwracać. Chciałem zostać na balkonie do czasu, aż pójdzie do pracy. Jednak wiedziałem, że było by to tchórzowskie zachowanie z mojej strony. Wiedziałem, że prędzej czy później będę zmuszony do konfrontacji, miałem wewnętrzną nadzieję, że uda mi się to odroczyć na inny termin.
   -Calum?- Usłyszałem delikatny i nie pewny głos rudowłosej. –Czy ty chcesz jej powiedzieć?
   Dobre pytanie. Czy ja chciałem jej o tym powiedzieć? Niby jak? „Cześć Danielle, jak się spało? Wiesz grzebałem w twoich rzeczach i natrafiłem na twoją kartę z informacją o twojej chorobie, ale nie przejmuj się, nikomu nie powiem, bo i tak nikt mnie nie widzi.” Przecież wściekłaby się na mnie za to, że śmiałem ruszyć jej rzeczy. Już nie wiedziałem, co mam zrobić. W mojej głowie panował zupełny chaos. Pojawiały się coraz to nowsze pytania komplikujące jeszcze bardziej całą tą sytuacje. Nie potrafiłem sobie z tym poradzić. To było dla mnie zbyt wiele.
   -Zaczekajmy z tym trochę. Wścieknie się tylko i będzie zbędna kłótnia.-Odpowiedziałem.
   -Ale… prędzej czy później będziesz musiał jej powiedzieć. To nie zmieni faktu, że się wścieknie. Według mnie może być tylko gorzej.
   Dlaczego ona musi mieć tą cholerną racje? Westchnąłem. Prawdopodobnie z bezsilności, która mnie w tamtej chwili opanowała. Przetarłem twarz dłońmi. Miałem ochotę wejść pod prysznic i zmyć te wszystkie zmartwienia z moich ramion. Chciałem, aby to spłynęło ze mnie jak woda. Odpłynęło w nieznane i zostawiło mnie szczęśliwego. Wiedziałem jednak, że nie ma się, co łudzić, iż będzie dobrze.  Te wszystkie problemy, których nie umiałem rozwiązać, mogły być dopiero początkiem. Gdybym mógł tylko cofnąć czas, zwolniłbym wtedy… Ale czasu cofnąć nie mogłem. Utkwiłem tu na niewiadomo jak długo. Dobijał mnie ten bezkres czasu. Może i kiedyś nie lubiłem, jak ktoś wyznaczał mi terminy. Teraz jednak byłem wstanie zrobić wszystko, aby ktoś powiedział mi jak długo tu będę. Czy życie ducha nie powinno być spokojne, bez żadnych dramatycznych przeżyć?
   Wstałem i momentalnie skierowałem się w stronę salonu. Zasiadłem na meblu przed telewizorem. Siedziałem przez chwile w milczeniu nasłuchując, czy Jasmin idzie za mną. Nic nie słyszałem. Postanowiłem włączyć sprzęt. Wybrałem pierwszy lepszy program informacyjny i oglądałem. Po chwili na ekranie ukazany został zmasakrowany samochód, a prezenterka zaczęła opowiadać.
   -W Stolicy Australii doszło do tragicznego wypadku. Młody mężczyzna wjechał pod duży ciężarowy samochód. Chłopak przewieziony został w stanie krytycznym do szpitala. Lekarze w dalszym ciągu starają się uratować mu życie…
   Nie wytrzymałem i wyłączyłem telewizor. Siedziałem w osłupieniu, a przed oczami wciąż miałem zmasakrowany samochód, łudząco podobny do mojego auta. Modliłem się tylko, aby to nie była prawda, oby to nie był mój samochód. Nie mogłem uwierzyć, że prawdopodobnie przed chwilą mówili o moim wypadku. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Dopiero teraz dotarło do mnie, co tak naprawdę zrobiłem. Zniszczyłem całe swoje życie i życie moich bliskich, tylko dlatego, że spieszyłem się do pracy. Byłem cholernie głupi. Łzy zaczęły spływać coraz grubszymi strumieniami. Nie sądziłem, że duchy potrafią płakać, nie to jednak było najważniejsze. Schowałem twarz w dłonie i dałem upust emocją. Nawet nie wiem jak długo tak trwałem, ale w tamtym momencie nie miało to dla mnie większego znaczenia. W pewnej chwili poczułem czyjeś dłonie na moich plecach. Nie podniosłem głowy, aby spojrzeć, kto to. Było mi to obojętne. Po prostu potrzebowałem się przytulić, a ta osoba mi to dała, bez zbędnych pytań. Nie protestowałem, gdy kobiece ramiona owinęły się wokół mojej talii. Nagle poczułem lekkie kołysanie, któremu na początku się opierałem, po czasie jednak oddałem się w pełni dziewczynie i robiłem to, co ona chciała. Byłem załamany i nie miałem zbytnio sił protestować. Jedyne, co przychodziło mi z łatwością to płacz.
~*~
   Siedziałem naprzeciwko Danielle. Nie patrzyłem na nią. Za bardzo się wstydziłem, że nakryła mnie w takiej sytuacji, że widziała, jak płaczę. Czułem się obnażony. Nie wiedziałem, co mam robić, co powiedzieć. Czekałem, aż to ona zacznie. Dziewczyna liczyła pewnie na to samo. Niestety nie miałem odwagi zrobić pierwszego kroku.
   Podniosłem niepewnie wzrok. Spojrzałem na brunetkę. Miała opuszczoną głowę tak, że loki zasłaniały jej całą twarz. Wyglądała jakby nad czymś myślała. Niechciałem jej przeszkadzać. Powoli się podniosłem i ruszyłem w stronę kuchni. Jednak niedane mi było tam dojść. Zatrzymał mnie cichy łamiący się głos Danielle.
   -Gdzie idziesz?
   -Do kuchni.
   Stałem przez chwilę oczekując odpowiedzi. Jednak przez dłuższy czas jej nie otrzymywałem. Odwróciłem się i zrobiłem krok w kierunku, który sobie obrałem.
   -Ona tam jest?
   Nie rozumiałem, o kogo jej chodziło. Przecież nie znała Jasmin. O kogo zatem pytała?
   -Nie rozumiem? Jaka ona?
   Brunetka podniosła wzrok na mnie. Wyglądała na rozgniewaną. Po chwili jednak jej mina złagodniała. Nie wiedziałem, co chodzi jej po głowie. Byłem pewny, że nie było to nic normalnego.
   -Ta ruda.
   Zatkało mnie. Skąd ona wiedziała o Jasmin? Byłem przerażony tą sytuacją, tym, co ona powiedziała. Ta dziewczyna doprowadzała mnie do szaleństwa. Nigdy nie byłem pewien, czym mnie zaskoczy. Wiedziałem tylko, że będzie mi trudno wyjść z danej sytuacji.
   -Yyy… Skąd wiesz o Jasmin?
   Wstała i zaczęła kierować się w moim kierunku. W jej dotychczas spokojnych oczach pojawiło się coś, czego nie potrafiłem wytłumaczyć. Przyspieszała kroku. Zacząłem się cofać. Nagle opadłą na kolana i zaczęła szlochać.
   -A więc to tak ma na imię?!- Krzyknęła. Zrozumiałem, że wpada w szał. Postanowiłem odejść i zostawić ją samą ze sobą. Wiedziałem jednak, że to może być niebezpieczne. Jednakże nic innego nie przychodziło mi w tamtym momencie do głowy. Odwróciłem się i ruszyłem.- Gdzie idziesz?!- Wrzasnęła za mną, poczym dodała już spokojniej.-Do niej? –Załkała.- Nie zależy ci już na mnie?
   Zatrzymałem się. Słowa, które wypowiedziała obijały się w mojej głowie echem. Stałem przez chwilę zastanawiając się, co zrobić. Pewna część mnie chciała zostać, przytulić ją i powiedzieć wszystko. Jednak rozsądek podpowiadał mi, abym jak najszybciej uciekał i nie oglądał się za siebie. Wiedziałem, że gdybym to zrobił nie potrafiłbym odejść. Ruszyłem w stronę balkonu, gdzie ostatnio widziałem Jasmin.
   To, że zostawiłem Danielle samą, nie oznaczało, że się o nią nie martwiłem. Martwiłem się; i to cholernie mocno się martwiłem. Byłem przerażony jej stanem, dlatego postanowiłem zostawić ją samą, aby nie pogorszyć tego, co już i tak było nie do zrozumienia. Nie mam pojęcia czy moja obecność tam by jej pomogła czy też nie. Słusznym dla mnie było opuszczenie pomieszczenia, gdzie się znajdowała. Zaintrygowały mnie jej ostatnie słowa. Dlaczego twierdziła, że mi na niej zależy? Czy za bardzo okazywałem moje współczucie? Owszem przywiązałem się do niej, na początku też sądziłem, że mi na niej zależy. Teraz jednak wiedziałem, że różni nas zbyt wiele by cokolwiek między miało sens. Nie zależało mi na niej. To, co czułem, gdy byłem z nią w jednym pokoju to tylko i wyłącznie strach przed jej nieobliczalnością. Czasami chciałem wiedzieć, co chodzi jej po głowie, jednak, gdy widziałem, co się z nią dzieje, gdy miałem tego pecha zobaczyć tę furie w jej spojrzeniu, cieszyłem się, że nie mogę tego zrobić.
   Przeszedłem przez drzwi na balkon bez ich otwierania. Rudowłosa wciąż tam była. Usiadłem na swoje dawne miejsce. Dziewczyna przeniosła swój wzrok, wcześniej utkwiony w widoku za balustradą, na mnie. Była smutna, było to widać na pierwszy rzut oka.
   -To ona tak krzyczała?- Słowa, które wyszły z jej ust były tak ciche, że ledwo je usłyszałem.
   -Tak.-Powiedziałem, poczym zatopiłem się w rozmyślaniu. Zastanawiało mnie każde słowo, które wypowiedziała. Zwłaszcza to skąd wiedziała o rudowłosej.- Jasmin czy ty rozmawiałaś już z Danielle? A może widziała cię gdzieś przez przypadek?
   Dziewczyna przez chwile się zastanawiała poczym odpowiedziała.
   -Nie. Nie rozmawiałam z nią. Jestem tu od chwili, w której śpiewaliśmy. Pamiętasz? Przez prawie cały czas byłam z tobą. –Zrobiła, krótka przerwą.-A dlaczego pytasz?
   -Bo ona o tobie wie. Nie wiem skąd, skoro nie miałaś z nią kontaktu, ale wie.- Westchnąłem.- Przeraża mnie to, co się tu dzieje. Mam dość, ale wiem, że nie mogę się poddać, nie mogę jej zostawić samej. Ona mnie potrzebuje.
   Jasmin uklękła przede mną, położyła dłoń na moim policzku i powiedziała.
   -Calum ona cie wykończy. Nie widzisz, co już z tobą zrobiła? Ciągle tylko ona i ona. Musisz myśleć o sobie.
   -Może masz racje.
   Trwaliśmy w tej pozycji patrząc sobie w oczy. Nasze twarze zaczęły zbliżać się do siebie, gdy nagle na balkonie pojawił się nieproszony gość.




----------------------------------------------------------
Hej pingwinki.
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam tego rozdziału, ale zbytnio nie miałam czasu.
Tak, btw. jak myślicie, kto im przeszkodził? Sama jestem strasznie ciekawa, jak potoczy się dalsza akcja. Myślicie, że coś może połączyć Caluma i Jasmin? A może jednak to Danielle przeciągnie go na swoją stronę?
No cóż poczekamy zobaczymy :)
Mam tylko nadzieję, że Calum nie narobi sobie kłopotów, których konsekwencje odbiją się też na innych. 
Kolejny rozdział będzie dodany 9 stycznia. Tak na nowy rok.